Nie rozumiem tego chinskiego myslenia. Po jakiego w aucie klasy D robic wersje long. Przeciez to nie sprawi, ze nagle mamy auto klasy E/S. Nie wydaje mi sie, aby prezesi jezdzili w tego typu samochodach. Ale skoro jest zapotrzebowanie rynku to jest mamy takie wynalazki (jak to mawiał moj fizyk: "natura nie lubi prozni" ). Ciekawe kto to kupuje?